Odszedł Jan od Biedronki
Tak siebie kazał nazwać św. Janowi od Krzyża ks. Jan Twardowski w wierszu "Modlitwa do Świętego Jana od Krzyża". To były lata powojenne, kiedy trzydziestoparoletni poeta znalazł przestrzeń pisarską w pokornej a jakże wymownej mistyce franciszkańskiej i prostocie Karmelu. W wierszu bez tytułu poświęconemu profesor Marii Zduńskiej, skarży się św. Franciszkowi że nie umie rozmawiać z ptakiem a z wszystkich pięknych stworzeń jedynie poważa trawę którą zwie siostrzyczką i bosą karmelitanką. Hmm? Zastanawiam się nad "Janem od Biedronki" i dlaczego Biedronki jest dużą literą. Czyżby miało to związek z Janem od Krzyża? Oczywiście! Więc jeszcze jedno pytanie chce przebić się przez moje niezrozumienie. Cóż takiego jest wspólne w Krzyżu Jana z Karmelu z Biedronką ks. Twardowskiego? Na to pytanie odpowiada dopiero Jego poezja. Może to prawda, że poeta nie potrafi mówić z ptakiem, ale doskonale rozumie co derkacz czy kruk ogłasza, wie też dobrze co za potencjał siedzi w biedronce- biedroneczko leć do nieba... To coś cudownego co zagnieździło się w prostocie i ciszy nowego świata, stworzonego raz jeszcze i na zawsze w Krzyżu Chrystusa. Teraz ten Krzyż a właściwie to co On przynosi wszędzie widać; w najpokorniejszej trawie, brzozie nazbyt wieśniaczej, przepiórce, no i oczywiście naszej Biedronce przez duże B. Wyczuwam to niemalże w każdym wierszu ks.Twardowskiego. Taki jest świat oczywistości, łaski odkrytej w spokojnej duszy człowieka, który już nie pyta ale odsłania przed nami to co już powiedziane raz na zawsze, a co głosi najprostsze stworzenie że...
Czas już poza czasem
Słowo ponad słowem.
Naucz się dziwić ...
Że można nie mówiąc pacierzy
Po prostu w Niego uwierzyć
Z tego wielkiego zdziwienia...
Darowana nam została Miłość darmowa i spieszmy się by darować ją innym nazbyt jeszcze ślepym. Spieszmy się kochać ludzi, to najważniejsze, to co nieważne jak krowa się wlecze. Ksiądz Twardowski już za życia przeszedł na tamtą stronę wiary malutkiej gdzie Miłość chroni od lęku i rozpaczy, a my gdzie jesteśmy? Pomiędzy wiarą a niewiarą jest rozpadlina która przynosi lęk. Nasz poeta nie bał się że coś straci jeśli na całego zawierzy, bo wtedy odnajduje się Miłość, a jeśli jest Miłość i śmierć się przyda. Kiedy rozmyślam o sobie, o ludziach tu i teraz, którzy w pospiechu paradoksalnie narzekają, że... to nasze życie długie i stale za krótkie, boję się że zgubiliśmy coś najważniejszego. O tym trwożnie pisał Jan od Biedronki w Trenie na śmierć Boga a może człowieka?
TREN
Ziemio Święta z uczniowskiego atlasu,
z Biblii starej nagimi górami-
coś się stało od jakiegoś czasu
ze mną samym, z ludzkimi sercami
Zapomniano o Bogu jedynym
Gorejącym krzewie, Stróżu naszym
Patrzaj. Ludzie jacyś nieszczęśliwi,
niepojęci jak kruk przy Eliaszu
Kwiat libański na skroni uwiędnie-
Źle nam wróżą judaszowe drzewa-
Przyjaciółko, co nas spotka co będzie
na pustyni, kędy Boga nie ma?
Synogarlic przycicha wołanie,
Syjońskie drogi świerszczami łkają-
Przyjaciółko, co się z nami stanie
między ludźmi, którzy Boga nie znają?
Święty Janie od Biedronki
Módl się za nami!
guido